Bio

KOMUNIKAT – 07.11.2017 r.

Kochani, informuję że ze względu na ostatnie wydarzenia w naszej relacji, zakończyliśmy  współpracę z Łukaszem Medem. Oznacza to, że  „Podróże Mocy” w takiej formie jaką znacie już nie istnieją. Nasze drogi się rozchodzą, więc nie organizujemy i nie prowadzimy już razem (ani nie będziemy tego robić w przyszłości) żadnych  wspólnych podróży, wyjazdów, spotkań, warsztatów, medytacji, koncertów czy innych projektów.

Każdy z nas będzie kontynuował swoją Podróż Mocy indywidualnie, dzieląc się sobą, swoją prawdą i jakościami, które ma do zaoferowania. Na pewno jest to dla Was zaskoczeniem, ale nie ma innego wyjścia i jest to decyzja ostateczna. Mimo wszystko ufam głęboko, że Siły które nas prowadzą, wiedzą co robią i że finalnie wyjdzie to na dobre każdej ze stron, czego sobie i Łukaszowi życzę oraz wniesie jeszcze więcej światła na naszą ukochaną Ziemię.

Dziękuję z całego serca za to, co wspólnie stworzyliśmy i przeżyliśmy. To był piękny czas. Teraz jednak stare odchodzi, robiąc miejsce na nowe… Tak jak drzewo zrzuca stare liście na jesień, by wraz z nowymi pąkami odrodzić się na wiosnę.  Czym będzie to nowe, mam nadzieję że nie tak daleka przyszłość pokaże.

Do zobaczenia i usłyszenia na szlaku zwanym życiem! Wielki duchu prowadź !

 

Maciej Marczak

73384_473968115973268_1598079683_n

„Odkąd pamiętam zawsze fascynowały mnie podróże do dalekich krajów, tajemnicze miejsca, przygody, niewyjaśnione zjawiska, inne kultury, wojownicy, niesamowite możliwości ludzkiego ciała, ducha i umysłu. W pierwszym etapie mojego życia przejawiało się to w postaci czytania książek, komiksów, spędzania czasu na łonie natury. Później jako nastolatek zacząłem trenować sztuki walki i wchodzić głębiej w temat pracy z ciałem, natomiast duchowy przełom nastąpił 11 lat temu, gdy bardzo poważnie złamałem nogę i praktycznie przez rok zmuszony byłem siedzieć w domu. Zaowocowało to jednak spontanicznymi wyjściami poza ciało,po których to doświadczeniach trafiłem na książki Roberta Monroe przybliżające ten temat. Tak zacząłem swoje wewnętrzne, niefizyczne podróże:) Sześć lat temu wszystko przyśpieszyło od pierwszych, intensywnych warsztatów szamańskich, w których wziąłem udział. Od tego momentu lawinowo na mojej drodze pojawiały się nowe ścieżki, nauki, cudowni ludzie.

Do dzisiaj zgłębiam szeroko pojęty szamanizm, prace wewnętrzną, pracę z ciałem, medytację, jogę kundalini, tantrę i wiele innych. W pewnym momencie wszystko się ze sobą przeplata, łączy i tworzy obraz całości. Czuję wielką miłość do Ziemi, zwierząt, żywiołów oraz przede wszystkich innych ludzi, w których widzę odbicie mnie samego.

Od pięciu lat współtworzę krąg bębniących mężczyzn,w którym cały czas się uczę jak być mężczyzną w dzisiejszym świecie, a jednocześnie kroczyć w miłości, dobroci i z otwartym sercem… Tak można to połączyć:) Pragnę dzielić się swoją wizją doświadczania życia ze światem, czerpać od innych inspirację i dawać ludziom to co we mnie najlepsze.

Moje zamiłowanie do podróżowania sprawiło, że we wrześniu 2012 roku wyruszyłem w ponad czteromiesięczną samotną podróż stopem przez Świat. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy przejechałem Europę, śpiąc na plażach, parkach, dziwnych miejscach, a także u spotkanych ludzi. Następne dwa miesiące spędziłem w Peru i Boliwii poznając rdzenne nauki oraz doświadczając uzdrawiających metod pracy od szamanów z amazońskiej dżungli i peruwiańskich And. Podróże to moja największa pasja. Im dalej od szlaku, bardziej dziko, bliżej do rdzennych kultur i natury, tym lepiej. Do tej pory miałem przyjemność eksplorować m.in. Tajlandię, Kambodżę, Wietnam, Malezję, Namibię, Zimbabwe, Peru, Meksyk i wiele innych. Pomimo tych wszystkich wypraw, wiem że to dopiero początek!:)

W życiu prywatnym jestem szczęśliwym mężem najcudowniejszej istoty jaką spotkałem, mojej Ukochanej Ewy, która jest dla mnie największą radością i inspiracją. Otaczają mnie wspaniali ludzie, moja rodzina, przyjaciele, Bracia i Siostry, których zawsze niosę w swoim sercu.

Każda podróż jest unikalna, każde miejsce wyjątkowe, każda grupa jedyna w swoim rodzaju, każda spotkana osoba oddzielnym wszechświatem… Ja jestem, My jesteśmy…”

 

Łukasz MedMan Wieczorek

English Below

11054587_816937651676311_1490558050_o

„Ja wędruję tylko po ścieżkach obdarzonych sercem, po ścieżkach które mogą mieć serce.

Po nich wędruję, bo przemierzyć je do końca to jedyne wyzwanie warte podjęcia.

Oto którędy wędruję i patrzę, patrzę z zapartym tchem… ”

Don Juan Matus

 

Moja wędrówka rozpoczęła się w 1978 roku,  w szpitalu im. F. Chopina w Rzeszowie.  Nie zdawałem sobie wtedy sprawy jak ówczesny patron przyczynił się do pasji, które pokierowały moim życiem.  W Rzeszowie spędziłem całe moje dzieciństwo i część szalonego okresu zwanego dojrzewaniem, aby w wieku lat 17stu wyemigrować do Stanów Zjednoczonych i zasilić już istniejącą dwumilionową chicagowską Polonię.  Tam wędrowałem po ścieżkach szkolnych, dużo pracowałem na różnych stanowiskach i w różnych miejscach, aby pod koniec mego pobytu odkryć pierwszą z moich pasji, czyli aktorstwo.  Pochłonięty i oddany całkowicie tej cudownej sztuce w 2001 roku postanowiłem, że będąc Polakiem powinienem uczyć się tej sztuki w języku ojczystym, także podjąłem decyzje i wyzwanie, po ośmiu latach spędzonych na emigracji o powrocie do kraju, do domu.

Na dzień dobry trafiłem do Krakowa, do Studium Aktorskiego „L’art. Studio”. Tu wydawało mi się, że zacznę realizować moje marzenie o byciu aktorem.  Ha.  Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że Wielki Duch ma dla mnie nie co inne plany. Ale zaraz może od początku. Przed rozpoczęciem szkoły, jeszcze na wakacjach,  mój kuzyn podarował mi parę ciekawych książek do przeczytania m.in. całą sagę „Wiedźmina” A. Sapkowskiego oraz jak on to powiedział: „ Tu masz coś o takim antropologu, co pojechał do starego Indianina i tam u niego się szkolił w dziedzinie magii, zażywając przy tym pejote.  Tobie się spodoba, bo lubisz takie klimaty.”  Książka o której tu mowa to „Nauki Don Juana” Carlosa Castanedy. Będąc w Stanach te kilka lat, trochę byłem do tyłu z czytaniem polskich tytułów, a że u mnie na osiedlu o sadze Wiedźmina rozmawiało się na każdym kroku i wszyscy wszystko wiedzieli na temat jego przygód, nie chcąc zostawać w tyle, zabrałem się za czytanie sagi, a książkę o dziwnym Indianinie zostawiłem na później.  Teraz dokładnie wiem dlaczego tak się stało.  Przeczytanie sagi doprowadziło mnie do końca wakacji i wraz z wrześniem ruszyłem na pierwsze zajęcia w nowej szkole z nową dziwną książką, którą akurat zacząłem czytać.  Okazało się, że w mojej grupie jedną z koleżanek była czarownica, która bardzo dobrze znała całą twórczość Castanedy oraz ją praktykowała.

W trakcie zajęć, kiedy koledzy byli na scenie i pracowali, moja cała istota była pochłonięta w „ Naukach Don Juana”.  Owa czarownica od razu to zobaczyła i tak przywędrowała do mnie moja druga pasja, szamanizm.  Mogę powiedzieć, że to ona mnie wybrała, a nie ja ją.  Los mnie poprowadził w ten sposób, że już pod koniec roku poznałem swojego Don Juana, przyjaciela owej czarownicy i zacząłem mocno praktykować.  Niesamowite jest to, że aktorstwo i szamanizm idą bardzo w parze, a co więcej one się uzupełniają.   Aktorstwo to tzw. sztuka podchodzenia, o której często wspomina Carlos Castaneda, a sztuka podchodzenia to aktorstwo, poza tym pierwszymi aktorami byli szamani.  Idealnie, nie musze rezygnować z jednej pasji na rzecz drugiej. W tym przekonaniu utwierdziło mnie spotkanie na mojej drodze cudownej nauczycielki, dyrektorki Nowojorskiego Actor’s Studio, Elizabeth Kemp, która nauczyła mnie pracować z moimi snami, aby w nich i dzieki nim, budować postacie sceniczne.  Od tego momentu obie ścieżki mnie prowadziły.

Roku pańskiego 2004 zostałem przyjęty na studia w Warszawskiej Szkole Filmowej na wydział aktorski, gdzie przez dwa lata kroczyłem ścieżką filmowej sztuki aktorskiej pod protekcją wyśmienitych profesorów. Oczywiście szamanizm cały czas mi towarzyszył i coraz bardziej wciągał mnie w swój magiczny świat.  Coraz więcej się uczyłem, poznawałem nowych nauczycieli, a moje serce mocniej i śmielej prowadziło mnie.  Słuchałem go i podążałem za jego biciem.  I tak bicie serca doprowadziło mnie do momentu, w którym razem z paroma braćmi założyliśmy Krąg Bębniących Mężczyzn w Warszawie.  Wtedy też pojawiła się moja kolejna pasja- bębny, a dokładnie afrykańskie bębny djembe. A tak naprawdę muzyka.  Przypomniałem sobie wtedy, że nie jest to moje pierwsze spotkanie z instrumentami, przecież przez całą podstawówkę chodziłem do szkoły muzycznej i uczyłem się grać na fortepianie. Później to porzuciłem, aby na nowo muzyka i granie na instrumentach pojawiło się na mojej ścieżce.  Bębny nie wystarczały. Kiedyś jeszcze w Larcie  kolega pościł mi płytę, która łączyła djembe z aborygeńskim instrumentem zwanym potocznie didgeridoo.  Pamiętam, jak dźwięk tego pięknego instrumentu zabrał moją duszę w podróż. Bardzo chciałem się nauczyć grać na didge, wtedy nie byłem jeszcze gotowy, ale bębny tak mnie rozkręciły, dodały natchnienia i mocy, że w końcu dostałem swoje pierwsze didge i zacząłem „pierdzieć”.  Pierdzenie i uderzenia bębnów zainspirowały mnie, aby połączyć muzykę oraz szamanizm i zacząłem organizować koncerty medytacyjne.

Muzyka i krąg zainicjowały oraz wykreowały kolejną pasje, mego serca, a mianowicie podróże.  Z jednym z braci kręgowych, dużo rozmawialiśmy o Meksyku,  o Castanedzie, o tym jak super byłoby się wybrać w te miejsca, o których pisze Carlos, poznać tamtych ludzi oraz ich kulturę.  Rozmowy przerodziły się w marzenie, a marzenie stało się w końcu rzeczywistością.  W 2015 roku ruszyliśmy w trzymiesięczną podróż na podbój Meksyku oraz Peru.  To co się tam zadziało i jak mnie poprowadziło serce można przeczytać na naszym blogu.

Don Juan mawiał, że jeżeli podróżujesz ścieżką serca, to cały świat udostępnia Ci swoją magię.  Tak też stało się u mnie. Po powrocie stworzyłem „ Spotkania z Nagualem” i zacząłem prowadzić w Warszawie zajęcia z Tensegrity, magicznych kroków Carlosa Castanedy, a Podróże Mocy stały się podróżami mocy dla wszystkich, którzy chcą ich doświadczyć, ponieważ zabieramy grupy w te miejsca, które zmieniły mnie na zawsze.

—————–

“For me there is only the traveling on the paths that have a HEART.. And the only worthwhile challenge is to traverse its full length.
And, there I travel, looking, looking, breathlessly”
Don Juan Matus

My first encounter with the Toltecs began in 2001, when my cousin accidentally gave me the book that has started it all, not only for me, but for the author as well. The author was Carlos Castaneda and the book was, the first one he has written, called “ The Teachings of Don Juan: A Yaqui Way of Knowledge”. I was in my first year of acting school and right then I knew, that in this book I will find what my heart was yearning for. The path of the heart has opened its gate and when I was graduating from acting school, I also was graduating in finishing all of Castaneda’s books. This was just the beginning. With all the theory at hand, it was time for the experience and practical work of the Unknown and what it had to offer. I’ve met my first teacher, David, who showed me the first encounters with the other side, also thought me Magical Passes (Tensegrity), which I practise and teach until this very day. Again, this was just an another beginning. I felt I have started on the path which will never end and I loved it. One thing led to another and few years later, I have met my dear friend and another teacher Sergiej Roslovets, who was and still is teaching me about the Toltec Path of the Heart through AVP.
With all that in heart, the year 2012 arrived, and with its new beginnings, with few brothers, we have created “The Mens Drumming Circle” in Warsaw. Spending time in a sacred circle with brothers made me realise about the little dream that I had: going to Mexico and follow the stories of Carlos Castaneda and maybe find descendants of Toltecs. I have spoke about it in one of the circles, and it turned out that it wasn’t only my dream, but one of the brothers as well. We started to talk, putting the intention into the universe and finally the dream became reality. In 2015 we went for the 3-month journey to Mexico and Peru. I have found the Huichol people, the descendants of Toltecs, set in the circle with their elders, met with the marakame, and much more. This journey had changed me forever. I came back a different, but the same person, the person, which my heart always knew I had been. The Spirit told me to share this journey with others, so right after we came back, we have created Journeys of Power (www.podrozemocy.pl), where you can read, see, feel the journey, and now you can also experience it, because we are taking the groups of people to those magical and transformative place of the world. So this is the path of the heart, which i am traveling, traversing, looking breathlessly and now I am sharing it with you and invite you to experience your own. Are you ready?